Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Usarzom w tem ostatniem starciu wszystkim prawie włócznie się skruszyły...
Już co się naówczas działo, tego żadne pióro nie opisze, duch jakiś wstąpił we wszystkich niezwyciężonéj potęgi, któréjby się i dwakroć większa siła oprzeć nie mogła... Siał trwogę przed sobą...
Przed chwilą jeszcze spokojny i pyszny ów Wezyr, który się bezpiecznym mniemał, postrzegł że zgubionym był... Popłoch niewysławiony, rozszerzył się między turkami, którzy rzucając oręże, jak szaleni zbiegać zaczęli na wszystkie strony, potraciwszy głowy...
Można śmiało powiedzieć że tu już żaden wódz, ani rozum, ani umiejętność wojenna w téj chwili nic nie mogły — ale pan Bóg gnał te rzesze jedne naprzód drugie jakby rózgą chłoszcząc do odwrotu...
Gdy się raz zamięszanie wzięło — a prąd cały ku wezyrskim namiotom popłynął — walka była rozstrzygnięta. Jak wicher piaski tak strach rozpędzał te tłumy, rażone gdyby gromem.
Ussarja nasza pierwsza klinem się wparła pomiędzy turków i na dwoje ich przekroiła. Zginęli naówczas paszowie Alepu i Sylistryjski, a czterech innych na prawem skrzydle padło naprzeciw Jabłonowskiego.
Powiadano późniéj że Wezyr do wielkiego namiotu uciekłszy — nie wiedząc co począć, płakał... Selim Geraj Han krymski był przy nim jeszcze. — Ratuj! wołał Wezyr zaklinając — król polski jest z niemi, przeciwko niemu my nie możemy nic, siebie musiemy ocalić!!.
Chodziły pogłoski jakoby ta zdrada złotem była