Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


réj na ludziach do radnych nie zbywało, ale odzież była w łachmanach niemal...
Król zobaczywszy ich odezwał się na głos.
— Upraszam was, panowie, abyście szczególną zwrócili uwagę na tych mężnych moich wojaków. Przed każdą wyprawą mają zwyczaj brać jak najgorszą odzież, poprzysięgając że się zdartą z nieprzyjaciela wszyscy przystroją. A nigdy jeszcze niepowrócili bez najwykwintniejszych sukni. I teraz ręczę za nich, że będą wyglądali jak pułk Janczarów Wezyra.
Lotaryńgski i Saski z wielką tedy ciekawością przypatrywali się obdartusom i potem sobie o nich rozpowiadali — król śmiał się.
Tatarowie, których myśmy się dopytać nie mogli, błądzili kędyś zdaleka i gdy im o królu pobrane ciury nasze rozpowiadali — szydzili z nich. Wiedzieli tylko o Lubomirskim — a w samego pana wcale do ostatka nie wierzyli.
Z drugiéj strony, będąc ciągle przy królu, który przy mnie, wcale się niewystrzegając mówił o wszystkiem, mogę to poświadczyć, że w chwili gdy uderzenie na obóz Kara-Mustafy postanowione zostało, a król ręką własną napisał rozkład dla wojsk — wcale się nie spodziewał nikt, ani on sam, ażeby się mogło wszystko rozstrzygnąć jednem uderzeniem.
Rachowano na to, że się początek uczyni, z gór w dolinę wojska przeniosą i obóz turecki powoli otaczać będą i zdobywać.
Niecierpliwość była wielka, aby dla spóźnionéj roku pory, nie zwłóczyć — i na dwunasty Septembris wszystko się gotowało. Umysły były wielce poruszone. Co Bóg da? Każdy zbroję sposobił, włócznie do-