Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mimo iż sam tak niepoczesno wyglądał, znaleźliśmy piechotę jego, którą król oglądał, w bardzo pięknym porządku, czysto odzianą i dobrze uzbrojoną.
Obawiał się dotąd król JMść, aby go pod Wiedniem z akcją nie uprzedzono i nie nadwerężono planów jego, ale tu się mógł z rozmów przekonać, iż nietylko się o to lękać nie potrzebował, ale opieszałych i ociągających się napędzać było potrzeba.
Rzecz oczewista że niebardzo pewni siebie, gdy do ostatecznéj rozprawy, która o losie miasta i kraju rozstrzygać miała — przychodziło — wahać się musieli.
Z królewicza Jakuba, któremu towarzyszów stałych król dotąd nie wyznaczył mając trudność w wyborze ich — dosyć kontent dotąd był, jako też z hrab. Maligny, którzy oba nieodstępnie mu towarzyszyli.
Przy królu sypiali, oprócz nas, na zawołanie będąc Podskarbi nadworny Modrzejowski i Starosta Łucki Miączyński. — Jeszcze tu zapisać i powtarzać muszę wielką admirację moją dla pana naszego, bom go nigdy tak pracowitym nie widział, tak niezmordowanym — a o jadle, o śnie, o spoczynku zapominającym. Mil dziesięć do mostów i nazad na rozstawnych koniach zrobić jednego dnia, bez odetchnienia prawie — to dla niego nic...
Ale Dumoulin i Janusz powiadają, że już z tuszy cokolwiek spadł, prorokując że schudnąć musi, co mu na korzyść wyjdzie. Na twarzy rumiano wygląda, choć policzki nieco opadły...
Do mostu pod Tulnem zbliżając się, osobliwego posła Papiezkiego spotkaliśmy, którego król i wszyscy z nadzwyczajnym respektem przyjmowali, chociaż, Boże odpuść, nie wyglądał lepiéj od naszych kwestarzów,