Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


N. Panie odparłem przypominając strzałę tararską pod Żurawnem, mam takie szczęście że gdzie kule albo strzały latają — nigdy mnie nie miną...
— Pilnuj że się abyś zawsze Dumoulin’a pod bokiem miał — dodał król, ten cię zaraz obandażuje...
Rzadkom króla mocniejszym, ale też mocniéj zajętym widywał jak o te czasy. Słał listy i uniwersały na wszystkie strony, kozaków chcąc swoich mieć koniecznie, a ci w porę nie nadciągnęli, potem Litwę, która się haniebnie spóźniła i przyszła jak łyżka po obiedzie
Całemi dniami z Dupontem z innemi inżenjerami siadywał nad planami, utyskując że dobrych map i kart nie było nigdzie, choć je zewsząd sprowadzać kazał i przepłacał.
O wszystkiem musiał sam pamiętać, aż do kopij dla pancernych i kopijników, na których w istocie późniéj zbywało, tak że je po drodze jeszcze strugano i wozy całe siły ich pełne za nami.
Widząc króla tak przejętym i troszczącym się drudzy też dla przypodobania mu się, pilnowali wyboru, ale pomimo to szło nie sporo, i co król przewidywał, wiele potem rzeczy zabrakło, z któremi już nadążyć nie mogli ci co się spóźniali.
Byli też tacy w wojsku samem, jak nasz powinowaty Polanowski Stolnik koronny, żołnierz doskonały mąż ducha rycerskiego, wielce przez króla ceniony, chociaż hypokondryk, który całą tę wyprawę naganiał, i przepowiedział jéj najgorsze następstwa. Sam słyszałem go narzekającego że król na zgubę swą idzie i kwiat rycerstwa prowadzi, bo inna rzecz na swoich śmieciach, we własnym kraju nieprzyjaciela ścigać,