Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


turków, o ich zamiarach i planach nie był lepiéj zawiadomionym nad króla naszego.
Zda się to fabułą gdy powiem, że nawet w Radzie najwyższéj ich, w Dywanie miał zawsze swoich, opłacanych dobrze donosicieli. Tatarowie też, niektóre zwłaszcza Ordy, potajemnie były w stosunkach z Sobieskim i rozkazy jego spełniały. — Przyczyniało się do utrzymania tego porozumienia, iż król po turecku i po tatarsku dobrze mówił, języki te rozumiał, z niewolników pobranych zawsze miał w Jaworowie, potem w Wilanowie ludzi dużo przy robotach w ogrodach, budynkach, z niemi konwersował i niekiedy ich obdarzonych wypuszczał z rozmaitemi do ord poleceniami. — Napatrzywszy się jego potęgi i bogactw w Polsce, ci niewolnicy roznosili potem po Ordach sławę króla i dobroć jego sławili...
Bardzo często się trafiało iż który z Carzyków, chcąc się mu zasłużyć, gońca — więźnia jakiego chrześcijanina do króla wyprawiał z oznajmieniem dokąd, którędy i kiedy się iść gotowali.
Sobieski więc pewnie lepiéj był oświadomionym i teraz co turcy przedsiębrać mieli i pierwszy dał znać do Wiednia, że Kara Mustafa szedł na stolicę. W początku rzuciło to popłoch, zaczęto się przygotowywać do obrony, myślano przedmieścia palić, potem ochłonąwszy niemcy powiedzieli sobie, iż to bajką jest i próżnym postrachem. Zdawało się im, że Turek ważyć by się nie śmiał na Cesarską stolicę. Wszystko więc pozostało do ostatniéj chwili prawie zaniedbanem, patrzano tylko na Węgry, sądząc że tam się wojna ograniczy.
Dopiero gdy już cała owa nawała niewiernych, nie