Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na dany znak drzwi pospuszczał na rygle. Sam król rozerwał pieczęcie i kopertę...
Wypadło listów kilka, Vitrego do króla, do Forbina, na ostatek znaną ręką Morsztyna do pana de Cailliéres, król naprzód ten otworzył i czytał stojąc przy świecy, a jam mu patrzał w twarz, usiłując odgadnąć.. com złowił...
Zblad bardzo czytając i papier mu w rękach dygotał, ale chciwie aż do końca odczytał wszystko, — niektóre miejsca, o ile mogłem pomiarkować raz i drugi — aż na ostatek rękę z listem do Matczyńskiego wyciągnął.
— Patrz — czytaj! Więcéj nie potrzeba — rzekł choć najsmaczniejszy kąsek w cyfrach.
Zapomniał o mnie na chwilę, potem odwrócił się szukając i klapiąc po ramieniu, szepnął głosem w którym wielkie wzruszenie czuć było.
— Spisałeś się dobrze — Bóg zapłaci — uczyniłeś mi przysługę wielką, któréj ci ja nie zapomnę. Pomyślę abym cię niewynagrodził — teraz idź, i ani mi piśnij nikomu.. nikt wiedzieć o tem nie powinien..
Pocałowałem rękę królewską i wysunąłem się z sercem bijącem. Szaniawski, który ze dworem przybył poznał zaraz po mnie żem był wielce uradowany, a że nic nie mieliśmy do czynienia — po polsku więc, do winiarni na kubek wina!

KONIEC TOMU PIERWSZEGO.