Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ło miał zmarszczone i twarz bardzo smutną. Nierychło mówić zaczął.
Chociaż lat od tego czasu upłynęło wiele — nie sądzę ażebym mógł tu zapisać z czem mnie król posłał, dosyć powiedzieć iż chodziło o spisek, o potajemne stosunki z Morsztynem i Vitrym tych osób, które on dotąd za najwierniejszych swoich przyjaciół liczył, a naostatek o podchwycenie listów, które Morsztyn do Francji wysyłał.
Na piśmie nic mi król nie dał, a kazał poprzysiądz ze tajemnicy dochowam, któréj i dziś zdradzać nie chcę.
Ośmieliłem się pokorną uczynić uwagę, iż mi powierzał ciężar nad siły, że przy najlepszéj chęci, mogą ramiona moje nie dźwignąć brzemienia.
— Serce poczciwe ci dopomoże   odparł król, wiem że nie zdradzisz, a rozumu dość masz abyś sobie dał radę. Jedź w imie pańskie, głównie mi o listy Morsztyna chodzi — jak i którędy je posyła, najpewniéj przez Gdańsk i Akakję — musisz dojść — i środki obmyśleć, ażeby choć jedną przesyłkę pochwycić i do rąk moich oddać...
Sprawa ta może wymagać wydatków, więc masz do wiernych rąk kilkaset dukatów, z których mi zdasz rachunek. Uprzedzam tylko abyś nie oszczędzał, bo na wagę złota bodaj trzeba dowód zdrady dostać... czarno na białem. Na tem mi zależy bardzo wiele. Jeżeliby nie starczyło co daję, Aron będzie też w Warszawie i ma polecenie pod kwit WMości dać ile zażądasz.. Dla kilkudziesięciu dukatów — bodaj dla kilkuset nie godzi się opuścić tego, na czem mi zależy wiele...