Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


musiał ztąd wysłać przed sejmem do Warszawy i instrukcję ci dam. Wrzekomo powieziesz co ci da szatny... i na zamku będziesz miał co czynić, ale ja ci ważniejsze rzeczy zwierzę... Przyjdź jutro...
Co się tyczy rehabilitacji, téj nie potrzebujesz, dosyć, że w służbie pozostajesz i jurgielt ci każę powiększyć.
Zjawiłem się tedy tego dnia u wspólnego stołu umyślnie — Boncourowéj nie było — nie pokazywała się — Terica i Federba obie mi winszowały.
Nikt się teraz nie chciał przyznać aby mnie posądzał — wszyscy utrzymywali że o mojéj niewinności byli przekonanymi. O zbiegłych mówiono osobliwe rzeczy.
Boncourowa się wypierała, i czerniła ich gorzéj niż inni..
Krótko trwała ta historja, a miała ten skutek że w początku zupełnie mnie ze słabości dla wdowy wyleczyła. Nie starałem się jéj nawet widzieć. Powiadali jedni że chce dwór i służbę opuścić, drudzy że pozostanie przy królowéj, która się bez jéj szczebiotania obejść nie może.
Jam starał się zapomnieć że na świecie była — choć, pasja pasją, we snach mi ciągle stawała na oczach w takich jasnych niewinności szatach.
Przychodziłem codzień na służbę do króla — widział mnie, uśmiechał mi się — ale czekać kazał. Upłynęło dni kilka. Jednego dnia późno w noc, Szaniawski wbiegł do mnie, wołając natychmiast do króla...
Zastałem go już rozebranego w jednym popielicowym kożuszku na koszulę wdzianym, nad stolikiem, w papierach, które z otwartéj dobywał szkatułki. Czo-