Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tam gdzie o tak straszliwe oskarżenie idzie, lekkomyślnie go rzucać nie pozwala sumienie, ani zapisywać ku wiekuistéj pamięci, tego co bodaj zapomnianem zostało. Nie będę się więc rozpisywał z tem co mnie doszło późniéj o spisku, który Bóg strzegł — nie przyszedł do skutku.
W całéj téj sprawie ciemno było i jest — ci co w niéj ręce umaczali, wyparli się udziału — o Jabłonowskim mówiono iż bez jego wiedzy nim rozporządzano, król bowiem do ostatka miał go za najlepszego przyjaciela, a u królowéj był nie tylko w największéj estymie, ale bodaj więcéj jéj upodobanym niż mąż. Tego szlachetny charakter i otwartość nie godziły się często z jéj polityką nie patrzącą i nie przebierającą w środkach — byle prowadziły do upragnionego celu.
Przed Sejmem król tak był spokojnym i zdawał się swojego pewien iż najmniejszéj obawy nie miał o rezultat. Obmyślanem było wszystko aby do zerwania nie dopuścić — a wnioski królewskie poparte przez Nuncjusza Inocentego XI i przez rezydenta Cesarskiego przeprowadzić... Zdaje mi się że i królowa nierównie podejrzliwsza i przebieglejsza nie domyślała się uknutéj zdrady...
Lecz nim do tego Sejmu przyjdziemy, moją własną nieszczęśliwą przygodę, opowiedzieć muszę, gdyż ona wielkich dla mnie strapień, zgryzot i mankamentu była przyczyną. Wspomniałem wyżéj jak mnie Felicja ta nieszczęsna, dziś już Boncourowa wciągnęła w to że z mężem jéj o nią się powaśniłem.
Wiedzieli o tem wszyscy, bo i my oba od siebie stronili, nie mówili jeden do drugiego, francuz mnie omijał, a jam go też nie szukał. Wiedziałem o tem że