Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


uskarżają się na to, że król toleruje stosunki Węgrów z Francją przez kraje rzeczpospolitéj i że Sobieskiemu trudno będzie na dłuższy pobyt Duwernego pozwolić — Papieża musiał mieć na względzie dla subsydjów, jakich się od niego spodziewał, wrazie wojny z Turkami.
Czarnowski wszystko to odniósłszy, co Vitry kwaśną miną przyjął — króla od osobistych nieprzyjemnych tłumaczeń uwolnił.
Powróciwszy z téj wycieczki, zastaliśmy Vitrego w Jaworowie, który, jak nam powiadano, nieszczęśliwie się dowiadywał o powrót króla i zaraz nazajutrz rano, gdy król w ogrodzie się zabawiał około tulipanów, pochwycił go na długą rozmowę.
Z téj powróciwszy — Sobieski, choć wcale gorąco nie było, pot z czoła ocierał, a królowa natychmiast nadeszła na konferencję z nim, aby się pewnie dowiedzieć... czego Vitry żądał i na czem się skończyło...
Z pochmurnego oblicza posła można się było domyślać, że nie bardzo był rad z posłuchania. Przy obiedzie wszakże królowa dla francuza nadzwyczaj była uprzejmą, jakby na przekorę i szyderstwo, a król też głośno się oświadczał z wielką dla Ludwika XIV admiracją i sympatją.
Francuzi między sobą szeptali, że Duwernemu wskazano, aby się ztąd oddalił, bo go dłużéj cierpieć nie chciano...
Jawną już była przegrana francuzów, na których się królowa mściła nietylko za siostrę ale i za ojca, któremu tytułu książęcego i parostwa dotąd odmawiano.
O ilem ja moim mizernym rozumem, mógł naówczas