Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Cesarskiemu posłano. O Tekelim też i wszystkich jego obrotach i zamiarach, król był lepiéj uwiadamionym niż sam Cesarz.
Królowa siedziała niedomagająca w Jaworowie ze swą rodziną — a król zarazem i dobra swe oglądał porządek w nich zaprowadzając.
Po kilkudziesięciu latach, jak sam powiadał król, z wielkiem wzruszeniem odwiedzał przy téj okazyi, w Kwietniu, zamek w Olesku, — gdzie się urodził. Znaleźliśmy go bardzo zdezelowanym i opuszczonym — bo komnaty niektóre zaciekały, za co król bardzo się na burgrabiego gniewał. Pokazywano nam tu marmurowy stół pęknięty, na którym przyszedłszy na świat naprzód był położonym. Olesko restaurować, choć miejsce bardzo piękne i ogrody pozakładane w dobrym stanie podczas przy budowaniu i robotach w Willanowie i Jaworowie, trudno było myśleć, ale król to sobie obiecywał w przyszłości.
Kościół i groby Daniłowiczów znalazły się dosyć dobrze utrzymane.
Z Oleska, gdzie król dłużéj dnia nie bawił, jechaliśmy do Złoczowa i do Podhorzec do Koniecpolskich. Wiosna była najśliczniejsza — a tam z podziwieniem się mógł przypatrzeć jak ten wielki rycerz i bohater nie postradał, mimo wszystko to co miał na głowie, upodobania w tem co pospolitych ludzi bawi i zajmuje.
Musiałem raz w raz z Morawcem, z konia zsiadać i pierwsze kwiatki nad drogą się pokazujące, które król radośnie witał, zrywać dla niego. Cieszył się tak miodunkami, podlaszkami, żółtemi sosenkami, jakby, z pozwoleniem, dziecię. Inni się uśmiechali, a jam na to patrzył z poszanowaniem, bo — dali Bóg, pó-