Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gła — dyssymulowała... Z Vitrym ciągle była ceremonjalnie, zimno, ale niby z największą rewerencją dla Ludwika i poszanowaniem. Czy Vitry temu wierzył, o tem niewiem.
Oprócz niego, krzątał się tu w interesie Francji Duwerne, który szczególnie komunikacji przez Polskę z Węgrami pilnował, doktór Akaleja w Gdańsku, przez którego chodziły wszystkie pieniądze, a nareście Morsztyn. Ten będąc wolnym rzeczpospolitéj szlachcicem — nikomu krom Bogu nie podlegającym, dobrowolnie się zaprzedał, jak się późniéj okazało, w poddaństwo królowi Francji i jemu służył przeciwko własnemu królowi. Ten na wszystko oko miał, donosił, dozorował Vitrego i bystrzéj wglądał we wszystko niż francuzi.
Umiał też długo tak się obchodzić z królem i królową iż — choć go posądzano — znoszono wszakże i nie zrywano z nim jako ze zdrajcą.
Jesienią król (1681) zabawiał się łowami, przy którym byłem ciągle, rad żem się wyrwał z babskich intryg... Towarzyszył nam Vitry z francuzami, którzy i w myślistwie nie okazali się bardzo szczęśliwemi...
Nikt z nich, ani z towarzyszów Cesarskiego Rezydenta Zierowskiego o takich łowach jak nasze, wyobrażenia nie miał, gdzie koło Dzieduszyc i Międzyrzecza bywało jednego dnia w kniejach po dziesięciu niedźwiedzi i tyleż dzików nielicząc pomniejszego zwierza, ubito — francuzi tymczasem szrótem do psów królewskich strzelali i poranili je, — król stracił charta ulubionego, jeden z towarzyszów postrzelonego brytana. Jednemu janczarowi królewskiemu niedźwiedź głowę obdarł, ale był tak poczwarnie ogromną bestją, że nikt jako żyw podobnego nie widział...