Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gdzie zasłyszał — w Willanowie holendrów osadził, którzy nabiałem i robieniem serów się zajmowali.
Tych gustów królewskich, wielkiego bohatera i hetmana, pospolici ludzie zrozumieć nie mogli, wyśmiewali się z nich... po kątach, ale gdy on ogród pokazywał drzewka swoje opatrywał, sam kołki wbijał i łyczkiem, które w kieszeni nosił przywiązywał do nich szczepki — unosili się i admirowali. Królowa też wolała go ogrodnikiem widzieć niż wtrącającym się w jéj sprawy.
A jak to zawsze bywa, gdy ludzie możnemu się chcą przypochlebić — ci co przypodobać się pragnęli i cybule z Holandji i kwiaty szczególne zwozili, i nasiona i drzewka.
Tak samo było ze zwierzętami — bo i te Sobieski lubił, szczególniéj osobliwe, nie znane w kraju, albo przyswojone i ułożone, jako to była Wydra pana Paska, co ryby łowiła... W Jaworowie strusie, wielbłądy, wilki ogłaskane, niedźwiadki i różne stworzenia wolno chodzące i w klatkach widzieć było można.
Przez parę lat spokojniejszych tych właśnie, które wielką wyprawę poprzedziły — można powiedzieć że Sobieski cokolwiek domowego szczęścia zażył, o ile ono z taką kobietą jak królowa Jejmość możliwe było...
Familja z Francji niemal cała się około Maryi Kaźmiry gromadziła, mieszkał ojciec, który pewno nie na czyim koszcie żył tylko na królewskim, a honory mu oddawać musiano i wygód też ci francuzi wymagali nadzwyczajnych.
Honorami i pieniędzmi chciwéj rodzinie nastarczyć nie było można. Dwór też dla ciągłych posłów cudzoziemskich, książąt i grafów przybywających na wysokiéj stopie król trzymać musiał — i był prawdziwie