Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zdawało z jego słów rzuconych bezmyślnie, że i on się dusił i męczył... a wyrwać z téj opresyi nie mógł.
Bywało w Jaworowie zajdzie do ogrodu, do swoich drzewek i kwiatków, zastanie tam ogrodnika, albo parobka, prostego człeka, — zaczepia go do rozmowy, półgodziny z nim spędzi na gawędzie, wesół taki, a smakując w tym chłopskim rozumie, jakby to który z nas po czerstwych bułkach białych, dorwawszy się do świeżego razowego chleba.
Kochanie jego z królową zawsze niby też same było, całował paluszki, delektował się zapachem jéj sukni, — unosił się nad wszystkiemi ślicznościami najukochańszéj Marysieńki — ale absentował się chętnie, i — choć w listach tęsknił — rad był wypocząć...
Z nią niebyło dnia spokojnego tak około niéj wyścigi się nieustanne odbywały za wakansami, które ona samowolnie rozdawała; — biorąc od każdego certum quantum, a drugie tyle dla króla. Ułatwiali to pośrednicy i pośredniczki... Rzadka rzecz była żeby kto, bodaj najzasłużeńszy, dostał co darmo, a złożyło się tak, że król od siebie przyrzekł innemu, królowa obiecała drugiemu, musiał się Sobieski dla spokoju wykupić, aby jéj nie drażnić.
Uchowaj Boże sprzeciwieństwa, wpadała w gniew, w furję — ciskała wymówkami, łajała, zamykała się, czyniła chorą, dopóki król nie przebłagał.
Gdy się to wszystko działo, moja panna Felicja za mąż się naprawdę wybierała, a jam już prawie życzył aby się to raz skończyło, bom sądził że gdy ślub weźmie, a ja ją cudzą żoną zobaczę, ostygnę i nie będę więcéj myślał o niéj.
Pomimo że tam zachodziły jeszcze intrygi różne,