Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wystąpili z tém, kto? Pacowie! Wiśniowiecki oświadczył grubjańsko że kucharkę przyjmując przecież się jéj pensja naznacza a miano by odmówić królowéj? Cały ten obóz na przekór Sobieskiemu, tak gardłował za królową, że jéj dwakroć sto tysięcy złotych w starostwach i gotowym groszu z żup Wielickich wyznaczono.
Około tych rozpraw czas się zwlókł i to co król miał na sercu głównie, pobór na wojsko pod Kamieniec — pozostał nieuchwalony. Król chodził tak pogrążony w sobie, że do żony się nie odzywał, choć się przymilała.
Austryjacki poseł z jednéj strony, z drugiéj Bethune, ciągnęli go każdy do polityki swojego pana, a on ani całkiem jednéj, ani się zupełnie drugiéj nie chciał oddać.
Słowem że ten Sejm był nieustannym dla nas mankamentem, bo i człowiek w końcu niewiedział komu się uśmiechać, na kogo marszczyć, kto tu przyjacielem a kto wrogiem. Ja, że w tę politykę naówczas niebardzo byłem wtajemniczony, przyznam się, żem chodził jak w ślepéj babce.
Pomiędzy królem a królową — chłód, zatargi, — po gabinetach szeptania, narady, posyłania... kwasy ciągłe.
Wstał czasem król weselszy z łóżka, ledwie się do niego schodzić zaczęli, czoło mu się fałdowało. Poseł od tatarów, poseł od Moskwy... oba odprawieni z niczem.
Caluteńką zimęśmy się tak przemęczyli w tem Grodnie i już wierzby puszczać zaczęły, gdy naostatek znużeni wszyscy na króla się zdali — głosując jak