Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żeniu kilku tygodniowem, w jakiem nas wytrzymał Seraskier, a nic nie wskórawszy sam o pokój prosić musiał. Za ten pokój wszyscy króla błogosławili, bo cała rzeczpospolita zmordowana wojnami i najazdami, była żądną odetchnienia.
Znaczniejsza część ziemian króla pod niebiosa wynosiła, ale i tego zataić niemogę, że się złośliwe głosy dawały też słyszeć przeciwko niemu. Obwiniano go o zbytnią uległość i powolność Francji, o tajemne knowania aby dzieciom za żywota tron zapewnić i t. p. królowa wogóle przyjaciół niemiała, a kto niewymyślał na nią — to się już liczył do jéj stronników. Niebyło się z czego chwalić.
Po cichu zaś sobie z ust do ust podawano że ona w zmowie i serdecznych stosunkach z Jabłonowskim kieruje i prowadzi wszystko i t. p.
Z Podola szczególniéj głosy sarkających przeciwko królowi przychodziły, bo mu za złe miano, że wszelkiemi siłami się nie starał o odzyskanie Kamieńca, w którym turcy kościoły na meczety przerabiali coraz się mocniéj sadowili, i chcieli bronić do upadłego. Tego zaniedbania twierdzy, która się za perłę najdroższą korony rachowała, nie mogli przebaczyć królowi choć z nas każdy wiedział że Sobieski dzień i noc przemyślał o zdobyciu Kamieńca i jak prawdziwy kamień leżał mu on na sercu.
Zapraszano mnie w koło ciągle, do Steckich, do innych domów w sąsiedztwie, w Łucku księża przyjmowali i gdybym był chciał, dnia bym jednego nie miał wolnego, chociaż z matką i siostrą sam na sam najmiléj mi było. O Michale tyleśmy tylko wiedzieli,