Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiek ambicyi nie miał?. Patrzajże na tych co po rodzicach ogromne majętności odziedziczyli, a dla tego za starostwami i dzierżawami biegają. Wiem że król was lubi, królowa też z usług była zawsze kontenta, potrzeba z tego korzystać — ale bez Federby w. pan się możesz obejść, ja mu dobrze życzę. Ona zaszkodzić wam u królowéj nie potrafi — a u Felisi ja pomogę. Głupią by była żeby starego Boncura wybrała, który tylko jurgelt swój ma, a może trochę grosza, gdy wpan jesteś młody, masz majątek i sperandy przed sobą.
Nie trać więc nadziei, ale Federbie daj do zrozumienia — aby się darmo nie durzyła.
Odpowiedziałem na to — że byłem zawsze z uszanowaniem dla panny Federby, ale więcéj nic.
Rozmowa się przeciągnęła nieco, a że obie faworyty miały swoje partje u dworu, pewnie tegoż samego dnia Federbie doniesiono iż miałem na stronie poufną rozmowę z panną Letreu.
Nazajutrz wyrwała się na chwilę od królowéj — i przybiegła szukając mnie niespokojnie, chcąc się dowiedzieć czego Letreu odemnie żądała i co znaczyła ta narada na stronie.
Odpowiedziałem śmiejąc się że ciekawą była szczegółów o obozie pod Żurawnem i że o nie tylko rozpytywała. Na to Federba głową potrząsnęła...
— Strzeż się waćpan Letreu — rzekła — ja tam nie chcę jéj szkodzić, ale was — dobrze życząc, muszę przestrzedz — to jaszczurka jest, żmija, komu tylko może zaszkodzié — nigdy nie pominie zręczności, pomódz ani umie ani może — królowa nią dawno znudzona, radaby się pozbyć, ale kto to weźmie — astmę ma, byle trochę