Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


im nie lepiéj powiodło. Dosyć że o mroku z téj strony Świeczy trupy tylko leżały, a żywi wszyscy przez mosty i wpław, jak kto mógł salwowali się do swojego obozu.
Dopóki życia mojego dzień ten mi będzie pamiętnym, mogę powiedzieć żem oczy wypatrzył, jak stanąłem z wlepionym wzrokiem w ten bój straszny, takem ich już do zmroku odwrócić nie mógł.
Zapomniałem o głodzie, — ogłuchłem, zdrętwiałem stojąc tak gdyby słup, a gdy wszystko się skończyło mrok padł, a Morawiec mnie począł za rękaw sukni targać, jakby z drugiego świata zstąpiłem, zobaczywszy go. Cała moja dusza była przez ten czas na bojowisku...
Z naszéj strony zabitych nie było wielu, przecież najdzielniejszych padło kilkunastu, a rannych mniéj więcéj ciężko nie policzyć było... Turków, jak słyszałem potopionych i pobitych do trzech tysięcy z tatararami rachowano.
Przez całą noc potem, opatrywaliśmy rannych, jeść dawano i pić zgłodzonym i zmęczonym, a radowano się i Bogu dziękowano za zwycięztwo...
Nazajutrz, jak się spodziewać tego było można, turcy spokojnie w obozie leżeli.. od którego językaśmy mieli, że im dla koni na paszy zbywać zaczęło, bo na kilkanaście mil w koło kraj był zniszczony i wycieńczony, że nic w nim oprócz gałęzi poschłych znaleść nie było można.
Trudno temu uwierzyć będzie co powiem, choć to tylko piszę na co patrzyłem i czegom dotykał. Staliśmy tak opasani wkoluśieńko, że i myszy do nas dostać się było trudno. Król bardzo tęsknił nad tem, że