Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wydanego na łup niegodziwym. Cała potęga pogańska ciągnęła z tym Baszą, którego Szatanem zwano, a u nas jeszcze chodziły plotki że król nie na turków wojsko zbierał, ale chciał Prusy wojować dla siebie i iść w pomoc francuzom!
A tu tymczasem siła nieprzeliczona pod nowym Seraskierem już nad granicę ciągnęła... — a turcy przez szpiegów swoich wiedzieli, że Sobieski ledwie garść miał do stawienia przeciwko nim.
Ale nigdy Sobieskiego liczba nie ustraszała. Był on takim wodzem iż dla niego położenie, rozstawienie, stan wojska — chwila stanowiła o wygranéj, a nie wielkie ufce. Na przewagę liczebną nie rachował.
Miałem zręczność to już powiedzieć iż turków znał doskonale, których raz załamać było dosyć aby im na całą wyprawę męztwo odjąć. A czemu mi trudno wierzyć, ale co po ludziach chodziło że w wielu razach wodzów, gdy tylko przychodziło do układów z niemi, wprost kupował pieniędzmi...
Nie podaję tego za prawdę, lecz już to że utrzymywano jakoby się to działo — coś znaczy.
Gdy król cokolwiek ludzi mógł zebrać i wystąpić, trzeba się już było na własnych śmieciach bronić, tak turcy daleko wtargnęli.
Cała ta wyprawa, można powiedzieć cudowną była i więcéj powinna Sobieskiemu przynieść sławy, niż wszystkie jego zwycięztwa...
Niewiem czy który inny Hetman byłby się ważył na tak śmiałe, zuchwałe można powiedzieć stawienie czoła wojsku kilkakroć liczniejszemu we czterdzieści tysięcy niespełna, dając się otoczyć i zamknąć w zewsząd opasanym obozie... Słyszałem starych żołnierzy