Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/9

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ską i prośbami, i wszelkiemi sposoby, aby się przed nosem z domu nie wyrwał...
    Łatwiej przyszło z wychowaniem panny Teresy, bo tej matka oddała, co ją własna nauczyła i nie potrzeba było mistrzów, gdy bakałarz, który Medarda sposobił, czytać i pisać nauczył, a ksiądz katechizmu wespół z panią wojską... Ale ta znowu delikatna była, słabowita, od dzieciństwa smutna i w siły się ukrzepić nie mogła... Znać to było na niej i teraz, choć lat miała siedemnaście i wysmukło wyrosła, na twarzy jednak nie postał rumieniec, wargi miała blade... i wesołość rzadko uśmiech sprowadzała na nie.
    Medard zato poszedł po ojcu. Trudno było piękniejszego widzieć chłopaka, krew z mlekiem, silny, zdrów, barczysty, wesoły, żywy, gorączka, najpoczciwszego serca, ale do zapalania się skłonny — słynął już naówczas i z męstwa, i zuchostwa, i z tego, że dlań nic trudnego nie było, ani niepodobnego...
    Ludzie go kochali, bo choć często buchnął i lada skra go płomieniem oblewała, można go też było dobrym sposobem zaprowadzić, gdzie kto chciał, a dla matki był najlepszym synem w świecie.
    — Czysty z niego Pełka! mówili sąsiedzi, pamiętający tych, co znali wojskiego i zasłyszeli o dziadzie staroście hrubieszowskim.
    Niebezprzykładnem naówczas bywało, że młodzież i w osiemnastym roku na koń siadała, poczynając wprawę rycerską zawczasu, a nie zagrzawszy szkolnej ławy. Pani wojskiej to nie było do smaku zaraz go w pole puścić, nimby zmężniał i czegoś się poduczył. Wymogła więc, że do dwudziestu przy niej pozostał, i teraz dopiero, gdy już trzeci krzyżyk napoczął, nie mogąc dłużej doma zatrzymywać, ze łzami w świat go puszczała.
    Zapowiadano wojnę ze Szwedem.
    Macierzyńskie serce ściskało się, myśląc o krwawych bojach i o tych wszystkich z rodziny,