Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

lił stary żołnierz i weszli razem na pokoje, a podwoje się za nimi zamknęły.
Dlaczego się Pełce ten człowiek podobał tak, że z pierwszego wejrzenia doń przystał i powiedział sobie w duchu: — Z nim służyć a pod nim szczęściemby było, — tego on sobie sam wytłumaczyć nie umiał.
— A co waćpan o nim trzymasz? — zapytał Rożańskiego.
— Myślę, że i w tem się zgodzimy, jakeśmy w innych rzeczach się zrozumieli — rzekł Wacek. — Niema u nas wodza, tylko on jeden; jeśli on nie ocali, to nikt. Statystą nie jest, politykiem może też niewielkim — lecz żołnierzem, jakich mało.
Gdy drudzy się zamyślają, on idzie i rąbie... Inni za sobą obozy wiodą i fury, i sprzęty, ten na wojłoku się wysypia z kulbaką pod głową, chleb żołnierski je... i pieszczonego życia nie kosztował.
— Znać to po nim; — odparł Pełka — ledwiem go zobaczył, poczułem, kim jest...
Rozmawiali tak długo, spoglądając ku drzwiom, ażali prędko wynijdzie, gdy po półgodzinnem oczekiwaniu podniosła się zasłona i wyszedł przodem król, a za nim pan Czarniecki... Zatoczył wzrokiem Jan Kazimierz po izbie, jakgdyby kogo szukał, najrzał Pełkę i skinął. Dziwnie mu się poszczęściło...
— Jedziesz waćpan za panem oboźnym, — odezwał się król do niego — abyś mi papiery przywiózł... na które czekam... bo mi pilnie...
Czarniecki skłonił się do ręki królewskiej i posunął ku drzwiom... Pełka skinieniem głowy pożegnał Rożańskiego i za Czarnieckim pośpieszył.
Gabryk miał to polecenie od rana, aby i on sam na wszelki wypadek, i koń osiodłany był wpogotowiu... Za drzwi wyszedłszy, obejrzał się