Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/7

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Gołczwia naówczas była wieś dobra, ale z Gołczwianką razem, najwyżej je ceniąc ledwie mierną szlachecką fortunką nazwać się mogła. Nie brakło nic, bo był i las porządny, i łąk poddostatkiem, i ziemia pszenna, i stawek, i rzeczka, a no tego wszystkiego potroszeczku.
    Dwór na wzgórzu, nad wioską panujący, pozostał z bardzo dawnych czasów, a za panowania Jana Kazimierzowego, gdy się to działo, co opowiadać mamy był już dobrze stary. Ale że go obyczajem powszechnym nie ze drzewa stawiono, ale z muru, i mocnego, choć się odrapał, krzepko trzymał... Przybudówki tylko ztyłu dawano drewniane. Dziedziniec pono z czasów napadów tatarskich był osypany wałem dokoła, już obrosłym krzewami i drzewy. Był może kiedy i most zwodzony na fosie, ale z tego i z bramy murowanej u wjazdu tylko ślady pozostały...
    Nieopodal od dworu rozłożona była wieś w zielonych sadach, chaty porządne, stodoły wielkie... a gdy wieczorem do niej stado pędzono, dziwić się musiał każdy i liczbie jego, i urodzie... Żadna się wieś okoliczna takiem pochlubić nie mogła.
    W tej chwili wszakże, mimo pięknego dnia, mniej tu było wesoło, niż zwykle, choć bardzo ruchawo. Po wszystkich gościńcach, wsiach i około dworów snuło się mnóstwo konnych, szlachty i czeladzi i pacholików. Szły wozy skórami pookrywane, prowadzono konie w kulbakach i dekach, jezdni uwijali się z posyłkami, a tu i owdzie z rusznic palono, jakby dla wypróbowania. Około Gołczwi też niemniejszy był zachód i bieganina... W podwórzu ludzie robili coś około wozu, między folwarkiem a dworem biegała służba pośpiesznie, na ganku pokazywały się na chwilę kobiety i nikły.
    Tak wyglądało w dziedzińcu, cóż dopiero w domu!
    W starym dworze pośrodkiem szła, wedle dawnego obyczaju, sień przestronna, z kominem,