Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

do serca obaj. Poszli więc razem w kąt, aby sobie swe dzieje opowiadać, a że młodym łatwo się z sobą zrozumieć zawsze i obaj też potrzebowali zrzucić z serca, co im ciężyło, zawiązała się przyjaźń wielka we dwie godziny, tak że sobie ręce dali nawet służyć razem i być druhami w każdym złym i dobrym razie. Miał to sobie za wyraźną opatrzność Bożą pan Medard, iż na tej pustyni dworskiej żywą duszę wynalazł. Poweseleli obaj... i już sobie cichy kąt obrawszy, nie nudzili się wcale.
Wacek Róża, bo go tak pospolicie nazywano, synem był rodziców znacznego mienia i imienia z Krakowskiego... Ojciec i dziad więcej dworsko niż rycersko sługiwali; syn się w ich naturę nie wdał i na żołnierza czuł stworzonym, a rodzice go chcieli zaprząc mimowoli w złocone chomąto, jak powiadał.
Nie był Wacek tak piękny jak Pełka, którego uroda oczy ściągała, przecież męsko wyglądał, silnie i wyrazem twarzy szlachetnym ujmował... Znał on tu wszystkich lepiej, niż jego znano, bo się od swoich wiele o dworze nasłuchał i ludzie mu obcy nie byli.
Po jednemu więc mianował Pełce dworzan i panów i ktokolwiek wszedł, o każdym coś mając do opowiedzenia takiego, poczem zaraz całego człowieka poznać już było łacno. Ostry miał trochę język i nie poszanował nikogo. Śmiali się więc, a czas przechodził.
Pełce wiele o to szło, do czego się i przyjacielowi nowemu przyznał, żeby wychodzącą podczaszynę mógł spotkać i przywitać. Odebrał od niego zapewnienie, iż innego wejścia nie było, tylko to jedno, a więc go okazja minąć nie mogła.
Dziwił się, iż mogła, córkę z ochmistrzynią zostawiwszy, tak długo na zamku gościć — przecież po dobrem czekaniu ukazała się we