Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
CZĘŚĆ PIERWSZA

Jedna z najmilszych i najpiękniejszych stron kraju — to Lubelskie. Żyzne, krasne; ożywione, zamożne, zasiedlone oddawna, a szlachtę rodziło krzepką i zdrową... nie ustępującą sandomierskiej, tak jak pszenica lubelska sandomierce nie ustępowała. Było tu i możnych dosyć, i miernego majątku siła, a ubogich prawie nic. Ludzie żyli na starych gniazdach długo i nie wychodzili z nich tak łatwo jak gdzie indziej, bo tu ziemią frymarczyć naówczas nie było we zwyczaju.
Rody wiodły się tu od prapradziadów na swoich zagonach i jakoś im Pan Bóg błogosławił. Działo się różnie, czasem i głodu przycierpieć musiano, i biedy zażyć, i u żyda się zapożyczyć — a przecież, jak rok, dwa dobre przyszły i posypało pszeniczkę złotą, spłaciło się grzechy, a jeszcze coś do sepeta na czarną godzinę wrzucono.
Mało kto znał Pełków z Gołczwi, a to była stara szlachta tutejsza, poczciwości i serca, jakich mało. Całemu tu światu naszemu wiadomo, że Pełków u nas różnych po województwach i ziemiach, zwłaszcza w Koronie, siła zawsze bywała wielka, od najdawniejszych czasów — atoli Pełkowie Pełkom nierówni. Nikomu nie uwłaczając (boć szlachectwa na funty nie ważą) — choć o tych Pełkach niewiele pisano, choć siedzieli w kącie cicho, żadenby z nich na inne imię i ród choćby z dodatkiem się nie mieniał.
Byli — jak to z herbarzów i grobowców widać i z nagrobnych chorągwi — Pełkowie Radwany w Sanockiem dobrze skoligaceni i dostatni