Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Czy waszmości tu służba bardzo słodka? — zapytał.
— Choćby piołunem była, — ozwał się Pełka — na tom żołnierz...
— A gdyby się rozlała chorągiew jako drugie, — rzekł Mrozowski — cóż począć myślisz?
— Zostać przy niej do ostatka...
— Wkrótce tu nie będzie co robić pono — mruczał Mrozowski. — Z waszeci dobry być może żołnierz, ani słowa — ale na tej wojnie nauczyć się wiele będzie trudno... Królowi jmci wiernej garści trzeba, coby za nim szła, gdziekolwiek go losy zaniosą — nie chcesz waszmość do tej selwegwardji należeć?
Spadło to niespodzianie na Pełkę, tak że zrazu milczał długo, a ten mu w oczy patrzał.
— A no, jakże? — dopytywał.
— Wielki to zaprawdę honorby był i pożytek dla mnie, wybranym do niej być — lecz mi wolno prawdę rzec. Na wojnę wyszedłem, żeby się bić — a wątpię, by król na wojnę szedł, bo pono salwować się nie chce. Na dworaka zaś anim stworzony, ani się czuję powołany..
— Nie wyrzekaj się, — przerwał Mrozowski — wszystko to dobre, coś rzekł, trzeba jednak pomyśleć. Gdyby tak wszyscy mówili, że dworować nie chcą... koło królaby człeka nie zostało...
Pełka milczał.
— Jedź waść do Krakowa — dodał stary — choćby na dwa i trzy dni — ale jedź, jak ja poradzę, aby się rozpatrzyć. Kartkę waści dam do Lubomirskiego marszałka... Nikt nie będzie cię silił... zobaczysz, pomiarkujesz... jeśli ci się zda, że to nie twe miejsce, powrócisz do chorągwi...
Spojrzał nań pułkownik — Pełka milczał.
— Cóż zgoda? — zapytał.
— Nie może być, tylko posłuszeństwo ordynansowi — rzekł Medard. — Wszakci powrócić mi wolno będzie i czeladź tu zostawić. Troska tylko o nią. Wezmę z sobą szeregowego lub