Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

I ognia pod wrota podłożyć kazał...
W samym środku sklepionej bramy nałożono stos drzewa ogromny, które się pod ręką znalazło, ludzie podżegali go natychmiast i rozdmuchali... dym buchnął wszystkiemi otwory w podwórzec. Suche, stare belki, wschody, stropy, przepierzenia zajęły się łatwo... Zamek palić się poczynał.
Dopilnowawszy jeszcze ognia, aby się tak wziął dobrze, iżby go ugasić nie było łatwo, dopiero Wielikaniec na odwrót się zgodził.
Proński, pozostały z garścią ludzi w pośrodku, podłożonym ogniem utwierdzał się w przekonaniu, iż zamek zdobywać chciano, i oddział wśród którego uchodziła Jadwiga, już się spuścił w dolinę, śpiesząc ku lasom, gdy książę jeszcze stał obronnie, nie śmiejąc ludzi oderwać do gaszenia pożaru, aby wnijścia ogołocić...
Płomię, wyżarłszy we środku bramę... wdarło się na dachy gontowe i poszło po nich dokoła. Zamek się palił.
W świetle łuny pożarnej ludzie, w rynku miasteczka stojący, mogli dostrzec, że przy zamku nie było nikogo... Oddział już się był skrył za górą i nieprzyjaciel zniknął. Dopieroż odwaga wielka wstąpiła w serca mieszczan i rzucili się na ratunek zamku, nie mogąc dobrze zrozumieć, kto do kogo strzelał i gdzie się ów zagadkowy podział nieprzyjaciel.
Tłum mieszkańców biegł ku wrotom. W pierwszej chwili Proński, zawsze lękający się napaści, na hałas pod wrotami, ognia dać kazał. Nie raniono wprawdzie nikogo, lecz popłoch zmusił tłum do ustąpienia. Nierychło z murów ktoś postrzegł, iż tam nikogo nie było, prócz ludzi z miasteczka...
Dano więc pokój obronie od rozboju, a poczęto gasić ogień, który szerzył się dokoła. Proński pomyślał o żonie, i zwrócił się ku tej części zamku, w której mieszkała. Tu kobiety wynosiły kufry, wyrzucały pościele i z la-