Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/337

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    że szturmować nie będą potrzebowali, napełnił wszystkich weselem. Zbierano się już do domów, gdy Pełka dla podziękowania panom a braci głos zabrał...
    — Dozgonną waszmościom panom a braci winienem wdzięczność za łaskę ich, i nigdy pewnie zadość jej nie uczynię, póki żyję... Lecz posłuchajcie mnie. W rękach tego człowieka, z których się wydobyłem cudem, jest kobieta, a jej życie stokroć droższe mi, niż własne moje. Jesteśmy o niewiele drogi od zamku, podeprzejcie mnie, pomóżcie mnie do wydarcia ofiary z rąk kata... Na wszystkie rzeczy święte i najświętsze was zaklinam!!...
    Począwszy tak przemawiać, a do serc im kołatać, Pełka, choć zrazu milczeli nachmurzeni, skłonił w ostatku, iż zgodzono się iść. Wielikaniec wnet dowództwo mu oddał..
    — Ani go myślę brać, — odezwał się Pełka — ale pod wasze idę — byleśmy szli.
    Trwały narady kilka godzin... Z pochodu swego miarkując, wnosił Medard, iż od zamku nie więcej byli nad mały jeden dzień drogi.
    Wnet tedy do koni szli wszyscy, i przed wieczorem jeszcze kilka mil zrobili. Gabryk, wysłany przodem na nocleg, przyniósł wiadomość, że Branibórz za lasem o kilkoro staj widać było. O białym dniu nań napaść nie było i co myśleć. Leżeli więc do nocy, spoczywając, a im się chwila stanowcza zbliżała, tem więcej fantazji ubywało, wyjąwszy u Pełki, Rożańskiego i Wielikańca. Reszcie te guzy za nieznajomą jejmość niebardzo smakowały, choć przygoda osobliwsza dosyć się zdala podobała. Dobrze to jednak w opowiadaniu, w przeszłości, a narazie kości droższe nad wszystko. Gdy się zmierzchać zaczęło tak, aby ich zdaleka na gościńcu dostrzec już nie było można, Wielikaniec dał znak do ruszenia. Oręż wszystek tak poprzywiązywano, aby żadnej szabli brzęknąć nie było można, zakazano rozmowy, i krokiem mierzonym po piasku