Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/300

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

ku jest na co patrzeć. Wspaniały był i nic mu dziś zarzucić nie można. Jest w nim wszystko... Studnia na wypadek oblężenia doskonała.. sale rycerskie... kaplica... a więzienia! Gdybyś pan widział więzienia i lochy... i izbę torturową... i sądową... Wszystko jest...
Podróżny się uśmiechnął nieznacznie, lecz smutno.
— Ale w nim dawno nie mieszkano? — zapytał.
— Dawno! o! dawno! Jednakże księcia naszego poprzednik, po którym te dobra sprzedano... siedział tu czas jakiś i umarł nawet. A trzymał dwór znaczny i lubił wygody... Codzień potrzebowano wołowego mięsa, i piwo szło beczkami na zamek...
— Teraźniejszy wasz książę także tu przebywał?
Na to pytanie Müller nie zaraz odpowiedział.
— Książę podkomorzy — rzekł wkońcu — bawi na cesarskim dworze; czasem zjeżdża dla obejrzenia, czy wszystko w porządku... posiedzi dni parę... ale mu nudno..
— Żonę tu jednak posadził? — odparł podróżny.
To wspomnienie wydało się podejrzane gospodarzowi... Poszedł po rozum do głowy:
— Rozumiem, — rzekł w duchu — chce mnie wybadać, to szpieg książęcy. Radby, żebym co bryznął, aby mnie wypędzono i Polaka osadzono w gospodzie... alem niegłupi.
Tak wyrozumowawszy sobie, Müller odezwał się głośno:
— Pewnie sam też przyjedzie — a we dwojgu z młodą żoną nudno im nie będzie.
Tak doskonałą dawszy odpowiedź, Müller pot otarł z czoła. Czuł, że triumfuje.
Podróżny chodził po izbie. Postanowił mu gospodarz okazać, że się na rzeczy rozumie i dodał:
— Pan też zapewnie znajomy księcia pana, i może do dworu?...