Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Gdym się dowiedział, kto zacz był, bom go nawet nie poznał, ogorzał bowiem znacznie i spoważniał, ale mężczyzna w pełni sił i piękny bardzo — poszedłem nazajutrz się submitować.
Cały dom miał najęty od wojewody czernihowskiego, którego przedówczas nie było w Warszawie. Wszedłszy, nie mogłem się dosyć wydziwić przepychowi. Podwórza pełne bryk ładownych, koni, psów i ludzi. Nie skłamię, gdy powiem, że pewnie dworu secina jest albo i więcej. Nim mnie dopuszczono, meldować się musiałem, gdyby do senatora... Wpuszczono naostatek do antykamery, gdzie na służbie stało chłopców sześciu, jak jeden, przyodzianych z węgierska. Tu mię ów siwy, poważny marszałek przywitał, i wziąwszy imię moje, poszedł panu oznajmić. Tandem czekałem dobry kwadrans, niżeli się znowu drzwi otworzyły. Puszczono mnie. Szedłem, prowadzony przez marszałka, pokojami snadź świeżo dopiero wyporządzonemi, pozawieszanemi, zastawionemi mnóstwem rzeczy po stołach, którymby się dziwować było można dzień cały, gdyby rzecz przyzwoita była okazywać taką ciekawość. Podniósł marszałek wreszcie zasłonę ostatnią, i znalazłem się wobec jegomości, który z owym psem ogromnym sam jeden sobie siedział, używając wczasu.
Poznał mnie odrazu, wstał i wcale niepyszny rzucił mi się na szyję.
— Panie łowczy kochany, niech Bóg płaci, żeś o starym znajomym nie zapomniał!
Wnet mnie posadził i wina z cukrem i korzeniami przedziwnego dać kazał. Przynieśli na tacy złocistej... kubki z przedniego szkła weneckiego, jak u króla... Poczęliśmy się rozgadywać. Wnet mnie zapytał o panią podczaszynę.
— A jak? jak? — przerwała gospodyni — szczerze mi mów — jak?
Godziemba się zaciął. Widać było, iż radby był się wykręcić sianem. Poznała się na tem jejmość i chwyciła go za rękę.