Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

dział nic — rwali się inni.. odezwał Rupniewski:
— Zamku i grobów królewskich poszanować trzeba... godzi się... obowiązek... Jeśli go wezmą szturmem... zburzą wszystko, a wezmą go niezawodnie, głodny żołnierz się nie bije...
— I to zważcie, — dodał Starowolski — że ten głód i nędza, i zwątpienie przywiodły do ślepej rozpaczy, do bezładu i bezprawia, a gorszy to stokroć nieprzyjaciel od Gustawa, wścieklizna zaraźliwa, co porządek obala, nie szanuje nic i zwierzętami nas czyni... i burzy... aby, gdy ino ginie, nic nie zostało...
— Nocą ani dniem niema bezpieczeństwa, — mówił Płaza — hultaje ulicami się włóczą, nikt życia, nikt mienia niepewien... zaprawdę czas jedno z dwojga, albo ginąć, lub coś począć.
Wstał po tych słowach kasztelan i zbliżył się do Bochwicza i Pełki.
— Jakież nadzieje? co za wiadomości przynosicie?...
Bochwicz się wyrwał. — Nadzieję mamy na cesarzu, na królu duńskim, na Ordzie, ba! i na Kozakach, którzy rozum mieć powinni, naostatek na wojsku naszem własnem, do którego posłała królowa, aby się upamiętało...
— Wszystko to na miesiące liczyć trzeba, — westchnął Czarniecki — a tu jutro nam zabraknie chleba, soli i prochu...
Pełka ustąpił nieco... Przybliżył się doń, klepiąc go po ramieniu Czarniecki.
— Rad jestem, że mi wróciłeś cało...
— Mało wszakże brakło, — odparł Pełka — bym cale nie powrócił, bo mnie dziś z rana Szwedzi chwycili, i winienem komputowym tylko... żem się wyrwał od stryczka i taczek...
— Bogu niech będą dzięki! — westchnął kasztelan...
— Mnie się też szczęściło, — rzekł Bochwicz — bom się dziś też, po szwedzkich chodząc rękach, aż do Wittemberga dostał, a ten mnie snadź