Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Żywot i sprawy Pełki.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

nika, upominając się o konie i o worki. Z tem było nieskończenie trudniej, żołnierze od Annasza do Kaifasza odsyłali, oburzając się na to, iż śmiano od nich żądać zwrotu pieniędzy, ani też było podobna dośledzić, kto konie zabrał i pieniądze sobie przywłaszczył.
Pełka, przy którym nieco grosza nie postrzeżonego zostało, dał znak Lejbusiowi, ażeby dał pokój, i tak się to skończyło. Świnarski i Żołudek, którzy mieli dla bezpieczeństwa poprzypinane szwedzkie kokardy, postarali się o podobne dla swych towarzyszów, i zabrawszy ich, oznajmili, że ich zaprowadzą z sobą do kwatery obozowej komputowych, od których właśnie przybyło poselstwo układać się o żołd.
Nie w smak to szło Pełce — lecz musiał zmilczeć, obiecując sobie przy pierwszej zręczności z rąk im pierzchnąć, a tymczasem przypatrzyć się, co się też i tu święciło... Poszli więc, przez obóz się przedzierając, bez przeszkody ze strony Szwedów, którzy już do tego kumania się z żołnierzem i szlachtą polską byli nawykli. Namiot dla panów deputatów, do których się Świnarski i Żołudek przyplątali, raczej dla reprezentacji i liczby, niż z potrzeby, stał około wittembergowego...
Stanąwszy w kwaterze, Pełka zastał tu zgromadzenie liczne, twarze znane i nieznajome, pełne buty i nadstawne... ale w usposobieniach, jakich się nigdy nie spodziewał...
Właśnie pora była śniadać i stół pod namiotem, ladajako sklecony, opatrywano... Dostatku wielkiego nie było, a po żołniersku się zbierano głód zaspokoić. Każdy niósł ze swojego kąta, co miał; ten kiełbasy, ten wędzonkę, bigos, chleb, wódkę, wino. Wzdychali niebożęta, przypominając domowe wczasy, kiedy wszystkiego mieli poddostatkiem, a tu i za największe pieniądze czasem nic dostać nie było można. Rozpamiętywano owe pieczenie z rożna i zawiesiste kapło-