Strona:Józef Ignacy Kraszewski-Wieczory drezdeńskie.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przykładem, znękanych, obolałych...
A tout peché misericorde. Dziś zwłaszcza miłosierdzia potrzebujemy, obcy nam go odmawiają, dajmy go choć sami sobie.
Jedzie się więc za granicę i często osiada w Dreznie. Hałasują bardzo na to upodobanie w stolicy Saxonii, radbym je także nieco wytłumaczył, jeśli nie uniewinnił. Drezno w istocie dla nas jest prawie jedynem; ma w sobie coś polskiego, pamiątki, przypomnienia, węzeł starych stosunków... a na cmentarzu... same prawie polskie grobowce.
Ktoż tu już z nas kogoś ze swoich nie pochował!
Ciągną wspomnienia i mogiły, ciągnie spokój, którego gdzieindziej nie mamy...
Widzisz pan, że jestem nader wyrozumiały, rozumiem już urok spokoju i siłę kości zbutwiałych.