Strona:Iliada3.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Setney wkoło ołtarza kunsztowney budowy,
Równaią rzędem bydląt sta poświętne głowy.
Potém przeyźrzystą wodą dłonie obmywaią,
I szczyptami soloną zbóż mąkę chwytaią.
Wtedy Chryzes z rękoma w górę wzniesionemi
Taką do Feba mówi modlitwę za niemi:
„Usłysz mię srebrnołuki! co się opiekuiesz
Chryzą i boską Cyllą, w Tenedzie króluiesz,
Byłem przedtém w błaganiu ciebie nayszczęśliwszy,
Pomściłeś się mey krzywdy, lud Argów zraniwszy,
Uiśćże mi i teraz żądze ku twéy sławie:
Oddal iuż od Danayców srogi mór łaskawie.„
Tak rzekł modląc się, a Feb wysłuchał kapłana,
Po modłach słona mąka była rozsypana,
I wraz pierwsze z kolei bydlę wstecz cofnęli,
W kark ubili toporem, skórę z niego zdięli,
Uda wyrżnęli, tłuszczem do koła okryli.
W dwóy robiąc, na wierzch mięso surowe złożyli.
Starzec na łupnych drewkach okadzać zaczyna,
A wierzch skrapia ulewką czerwonego wina;
Młódź, zaś do kola stoiąc przy sprawie poboźnéy.
Trzyma w ręku gotowe pięciozębe różny.
Gdy się uda opiekły, trzewów skosztowali,
Część drobno zsiekli, a część na rożny zatkali.
Wszystko według obrządku pilnie wypalono,
I zdięto; a sto razy toż samo wtórzono.