Strona:Iliada3.djvu/264

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Olimpiec wczora przed się wziął po Oceanie
Podróż; a z nim się wszyscy wybrali niebianie,
Do czystych Etyopów na świętą biesiadę.
Gdy dwunastego wróci w Olimpską osadę,
Wnidę ia w miedziolite do niego podwoie,
Padnę do kolan iego, zmiękczą go łzy moie.„
Tak rzekłszy znikła; a syn został zagniewany,
Że postradał niewiasty pięknie przepasanéy,
Co mu ią przysądzono i znów przez gwałt wzięto;
Ulisses zaś iuż w Chryzie był z ofiarą świętą.
Maytkowie, gdy w odmętny port Chryzy zawili,
Żagle na czarney nawie odpiąwszy złożyli,
Maszt po linach spuszczony pokrowcem odziali,
A do lądu wiosłami okręt przymykali,
Zrzucili kotwy, sztabę liną zaczepili,
I sami téż na morski brzeg powychodzili.
Na lądzie czynią sta głów dla Feba wystawy,
Dziewicę wyniesioną z morzochodney nawy
Król rostropny Ulisses do oyca lubego
Wiedzie przed ołtarz, stawia i rzecze do niego:
„Chryzesie! poseł iestem od Agamemnona,
Oto sto głów dla Feba i córa wrócona.
Błagaymyż wszyscy boga za lud i za króle,
Co spuścił na Argiwów wielostękie bole.„
Tak rzekłszy do rąk oddał; a z radością stary
Ścisnął kochane dziecię: ci wraz do ofiary