Strona:Iliada3.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Doświadcz tylko, zobaczą i ci, iak kaleczę,
Wnet ci po tym oszczepie czarna krew pociecze.„
Tak królowie, co słowy spierać się powstali
Przy okrętach, spór długi i radę przerwali.
Peleyczyk poszedł usiąśdź do Tessalskiéy floty,
Wiodąc Menecyyczyka i swych ziomków roty;
Atreyczyk zaś na morze okręt zaprowadził,
Dobrał dwudziestu maytków, i sto bydląt wsadził.
Wsiadła i Chryzeida za iego ukazem,
A rostropny Ulisses popłynął z nią razem.
Kiedy ci żeglowali przez mokre równiny,
Atreyczyk kazał woysku oczyścić się z winy.
Gminy przy oczyścinach brud w morze zmiatały.
Wraz Febowi sprawiano poświęt doskonały,
Na piaskach morskich mnóstwo kóz i byków rznięto;
A z palonych dym w niebo szedł z wonią zaiętą.
Tak się wkoło ofiary krzątali woyskowi;
Agamemnon zaś knował gwałt Achillesowi:
Chciał mu dać uczuć skutek gniewów swoich groźnych,
Przyzywa Eurybata i Taltyba woźnych,
Dwóch dzielnych urzędników, którzy mieli pieczę
Głosić królewskie wskazy, a tak do nich rzecze:
„Idźcie do Achillesa Peleyca namiotu,
Za rękę Bryzeidę wziąwszy zwiedźcie ią tu.
Jeśli nie da, sam póydę, z wielą mego dopnę.
Lecz moie przyyście będzie mu bardziéy okropne!„