Strona:Iliada3.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wasze długie nieszczęścia wszczęte przez me kłótnie
Smucą mię: owoż ciąg tych nieszczęść dzień ten utnie.
Niechay ze dwu nas ginie, komu los padł zguby,
Wam pociech niech niezwłóczy pokóy w domach luby.
Troianie! białe oraz czarne, iagniąt parę,
Tamto słońcu, to ziemi kładźcie na ofiarę.
Od nas téż poświęcone Jowiszowi legnie.
Lecz sam Pryam niech stanie, i pokóy przysięgnie.
U synów iego byłby ten węzeł nietęgi,
Jako nadto zwyczaynch do krzywéy przysięgi.
Więcéy waruią iedném słowem starych usta,
Niźli stem swoich na wiatr przysiąg młodzież pusta.„
Radość w téy i w téy stronie niezmierna się wznieci,
Że krwawéy końca woyny nadzieia im świeci.
Skoczą z wozów, na ziemi kładą zdiąwszy zbroie,
Dzielił wązki od siebie plac woyska oboie.
Dwóch posłów do Pryama wnet Hektor wyprawił,
Ci idą prosić, żeby w obozie się stawił.
Po Taltybim téż rozkaz Agamemna pragnie,
Żeby przywiódł na ołtarz bogowładcy iagnię.
A Jrys Laodycy twarz Antenorowéy
Żony biorąc, naymilszéy córki Pryamowéy,
Spieszy kślicznéy Helenie, w pałacowe progi
Parysa wchodzi, widzi w ręku haft iéy drogi,
W różne bogate wzory wyszywała właśnie
Bitwy Troianów z Greki i ich krwawe waśnie,