Strona:Iliada3.djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Łez i pogrzebu Patrokl móy kochany czeka,[1]        387
Nigdy ia nie zapomnę tak miłego człeka.
Nic dla niego w mém sercu czucia nie wyziębi:
A kiedy nawet póydę do podziemnych głębi,
Choć mówią, że umarły na wszystko niepomny,
On zawsze, zawsze będzie mey duszy przytomny.
Teraz idźmy do floty, weźmy z sobą ciało,
Trzeba, by woysko hymnem tryumfu zagrzmiało;
„Odnieśliśmy zwycięztwo nad naywiększym mężem:
„Bóg Troi, Hektor śmiały, naszym legł orężem.„
Rzekł, i pastwił się nad nim w niegodnym sposobie:
Ostrém żelazem nogi przedziurawił obie,
I do wozu swoiego przywiązał powrozem.
Głowa wybladła leży na ziemi za wozem:
Wsiadł i wziął pyszne łupy, zaciął bystre konie.
Lecą, Hektora kurzem obsypane skronie,
Wznosi się chmura piasku, trup okrywaiąca,
Wala się włos, a głowa równinę potrąca.
Tak, za pana Olimpu wyroki wiecznemi,
W oczach iego rodaków, na oyczystey ziemi,
Pastwił się nad Hektorem zwycięzca zaiadły:
I takim iego zwłoki obelgom podpadły.
Matka uyrzawszy syna, ciągnionego sprośnie,
Rwie włos, rzuca zawicie, i krzyczy żałośnie:
Jęczał i biedny oyciec, ięczeli Troianie,
Po mieście, wszędzie smutek, płacz i narzekanie:

  1. Po takiéy wściekłości, iaką wyrządził Achilles nad ciałem Hektora, miłe iest dla czytelnika przeyście do tkliwych uczuciów; miło mu widzieć, że ten woiownik przecież iest człowiekiem.