Strona:Iliada3.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Ach ! bracie móy kochany, pókiż w bystrym pędzie,        231
Koło Troi Achilles ścigać ciebie będzie?
Stań! złączmy nasze siły: Deifob z Hektorem,
Niełatwym do złamania mogą bydź odporem.„
Ten mu tak odpowiada: „Miły Deifobie,
I przedtém lgnąłem sercem naywięcéy ku tobie,
Przenosząc cię nad wszystkich z matki naszéy braci;
Lecz za to, iak ci równie Hektor się wypłaci?
Żaden się, wyyrzeć z murów, nie może ośmielić,
Tyś sam niebezpieczeństwo moie przyszedł dzielić.„
A bogini: „I oyciec i matka kochana,
I towarzysze czule ściskali kolana,
Prosząc, bym w mieście został: w takiéy są boiaźni.
Silnieyszy był głos moiéy dla ciebie przyiaźni.
Walczmy, razów nie szczędźmy, w nich nasza nadzieia.
Obaczymy niedługo, czyli syn Peleia,
Zwaliwszy obu, krwawym zaszczyci się łupem;
Czli też sam od włóczni twoiéy padnie trupem.„
To wyrzekłszy, poprzedza w kształcie Deifoba.
Kiedy iuż były blisko bohatyry oba;
„Achillu! mówi Hektor, dość boium się wzdrygał:
Już nie będę uciekał, ni ty będziesz ścigał.
Zbąkan od boga, trzykroć te mury obiegłem.
I dawniéy się chroniłem, gdy ciebie postrzegłem.
Inne w sobie natchnienie czuię w tę godzinę,
Będę się bił walecznie: umrzesz, lub ia zginę.