Strona:Iliada3.djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odzyskamy ich ieszcze, przez drogie opłaty:        49
Wszak Laotoi Altes dał posag bogaty.
Jeśli umarli, ieśli iuż ich piekło mieści,
Dla mnie oyca, dla matki naysroższe boleści!
Lud łzy otrze, by ciebie smutny los ominął,
Byleś ty od Achilla, móy synu, nie zginał.
Wnidź do miasta, badź ieszcze obroną twych ziomków,
Zbaw Troian, zbaw Troianki, zbaw drobnych potomków:
Nie wystawiay się śmierci, powróć do nas cały,
Nie daway sam naywiększéy Achillowi chwały.
Nareście miéy nad nędznym oycem zmiłowanie!
Mam ieszcze czucie w moim nieszczęśliwym stanie!
Mnie bóg w starości zgubi naysroższym wypadkiem,
Gdy wszystkich domu mego nieszczęść będę świadkiem.
Uyrzę syny wyrżnięte, córy me porwane,
Zgwałcone łoża, ściany krwią moich spluskane,
W mordzie strasznym, rozbite o głaz niemowlęta,[1]
A synowe związane w barbarzyńskie pęta.
Ja sam, bo iakąż starość może dadź obronę,
Pchnięty żelazem, ducha ostatni wyzionę:
A psy, dziś wierne stróże, mą karmione ręką,
Na pana swego wściekłą rzucą się paszczęką,
Przy progach dworu szarpać będą moie zwłoki,
I sączącey się z trupa napiią posoki.
Ach! iak młodego męża zgon iest pożądany!
Legnie w polu, okryty ślachetnemi rany:

  1. Barbarzyńskie narody, rabuiąc miasta, dopuszczały się takiego okrucieństwa. Kray nasz niedawno był świadkiem i ofiarą podobnych srogości.