Strona:Ignacy Dąbrowski - Śmierć.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wtedy dopiero po raz pierwszy od roku przejrzałem. Zrozumiałem całą czczość i bezcelowość takiego życia, jakie prowadziłem dotąd i jak rzucałem się w nie bez zbytniego zapału, tak też i bez żalu je porzuciłem.
Przytem i zdrowie coraz bardziej zaczęło mi niedopisywać.
Otrząsnąłem się szybko. Wróciło zamiłowanie do pracy, wrócił rozsądek, — ale nie wróciły się już ani zdrowie, ani wiara. Wraz z rumieńcami na twarzy zniknęła dawna prostota; zrobiłem się bardziej złożonym, jakby powyginanym na wszystkie strony, a przez to kruchszym i słabszym.I już nigdy nie mogłem się naprostować. Sielsko-anielskie dzieciństwo ustąpiło młodości górnej a chmurnej. I dziś...
Eh, co tam!...
Tak to ja straciłem wiarę.

3 marca.

Widocznie słaby jeszcze jestem bardzo i choroba robi mnie większym idealistą, aniżeli jestem w istocie, lub być chcę. Tak, w życiu codziennem za mało mam czasu na podobne rozmyślania, jak wczoraj. Te-