Strona:Ignacy Dąbrowski - Śmierć.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zbyć wszystkich nabytków przeszłości. Ale ja czuję że to głupio, i będę się starał odzwyczaić.
Tego odzwyczajenia się nie bardzo dostrzegam jakoś. Przeciwnie chyba...
On ma wszelkie warunki do zostania reformatorem jakim. Jego porywająca nieraz wymowa, zapał i wiara w to, co mówi, zjednywają mu wielu stronników. Przez kolegów jest nadzwyczajnie cenionym i uchodzi wśród nich za tęgą głowę. Jeden ja nie ulegam mu zupełnie i, o dziwo, dostrzegłem już dawno że on się mnie jakby boi. W naszym stosunku nie on, lecz ja jestem panem. Jego najwznioślejsze wyrazy obijają się nieraz o mój upór: wygaduje na mnie głupstwa, złości się, ale zawsze moje jest na wierzchu. Nie mówię tu naturalnie o sferze przekonań, — gdyż tak daleko wpływ mój nie sięga, i nawet w głębi duszy przyznaję, że nie chciałbym go pozbawić tych dogmatów w jakie tak ślepo uwierzył, — ale w sferze czynów, codziennych spraw i objawów życia, ja zawsze nim powoduję.
Mówiłem już, że on mnie wyłącza z ca-