Strona:Ignacy Dąbrowski - Śmierć.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


złorzeczenia, — a w gruncie kocha go pewnie lepiej od wielu filantropów i dobroczyńców ludzkości. Sądzę nawet, że właśnie dlatego tak nienawidzi głośno, bo kocha po cichu, i boli go, że ta umiłowana z głębi duszy ludzkość tak się nie umie poznać na jego jedynie zbawiennej recepcie szczęścia i kroczy drogą, którą on za mylną uważa.
Takim jest mój Stach.
A ja? Ja właściwie nie jestem jeszcze niczem w porównaniu z jego wyrobionemi już i niezmiennemi przekonaniami, — a więc właśnie dlatego jestem jeszcze wszystkiem po trochu, i wszystkie wady i cechy całego świata znajdują we mnie swój odblask. Chociaż nie głęboko ale choćby w zarodkach lub szczątkach tkwią we mnie te w wszystkie piętna świata, jakie mój Stach tak niezmordowanie zbija.
Jestem niby tymczasowo bez żadnych przekonań, tak społecznych, jak filozoficznych; nie przeszkadza mi to jednak w dysputach ze Stachem przybierać rozmaite role i zbijać jego dowodzenia, to ze stanowiska arystokraty, to bourgeois, to postępowca