Strona:Ignacy Dąbrowski - Śmierć.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


kochana dziewczyna, przyniosła mi w prezencie od dawna upragniony słownik niemiecki i... parę serdelków na śniadanie: biedaczka, zapomniała; że jestem na dyecie. Ona często takie bąki strzela.
Przez cały czas nie dała mi przyjść do słowa, opowiadając, jak zwykle bezładnie, najrozmaitsze historye, a wszystkie ogromnie naiwne.
Podziwiam zawsze, skąd, przy takiej wietrzności i braku poważniejszego poglądu na życie, ta dziewczyna bierze natchnienie do muzyki? Bo przy fortepianie przeistacza się w zupełności: gra całą duszą, całą swoją istotą i dochodzi do zupełnego zapamiętania się. Dawniej nigdy nie wierzyłem ani w jej talent, ani w powodzenie, jakie miała w konserwatoryum. Dopiero 3-cia symfonia Haydna i sonata księżycowa Beethovena pogodziły mię z jej talentem i nakoniec uwierzyłem, że go posiada. Wiele, bardzo wiele chwil upojenia jej zawdzięczam. Szkoda tylko, że się ten talent na pięćdziesięciogroszowych lekcyach tak marnuje. Być może, iż większą tem korzyść przynosi społeczeństwu, niż gdyby