Strona:Ignacy Baliński - Do starego pokolenia.pdf/6

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    6

    Ci mistrze, którzy przybyli tu — po co?
    By nas nauczyć czego? O broń Boże!
    By resztki światła zagasić przemocą
    By nas powalić na Prokrusta łoże.
    I gdzieś zatopić — w zapomnienia fali
    To, cośmy z mlekiem matczynem wyssali!
    Jeszcze z nich każdy lisią zwrotkę nuci:
    „O! wszak to dowód jest najwyższej łaski,
    „Że ci młodzieńcy, tak rdzennie popsuci
    „Co jednak w rządzie tyle troski niecą,
    „Z przybytków wiedzy mogą czerpać blaski...“
    Pod ciągłą groźbą, że za drzwi wylecą,
    Jeśli ich czasem nie olśnią te blaski!
    O! niech te blaski wam wieczyście świecą,
    Mistrze! nad szkołą waszą, tem straszydłem,
    W którem nam dzieciom, jak po słupie z mydłem
    Trzeba się drapać, opadać, podnosić,
    Pochlebiać, kłamać, przekupywać, prosić.
    A po tem wszystkiem, straciwszy lat tyle
    I tyle pracy, dostać w wieku sile,
    Zwitek papieru z tuzinem pieczątek,
    Świadczących o tem, że przez lat dziesiątek
    Jego właściciel zrobił cud prawdziwy:
    Bo najprzód szkoły zdołał skończyć żywy.
    Przytem się uczył i dobrze prowadził.
    To jest, że słówkiem najmniejszem nie zdradził
    Ani swej myśli, ani swojej mowy,
    Lecz połknął tylko stos wiedzy książkowej
    Którego mistrze nie znają połowy!

    Lecz cicho! cicho! to patent rządowy,
    Co z dziecka męża robi dojrzałego,
    Który stanowi dziś jedyną zbroję,
    Z jaką nam wstąpić można w życia boje.
    Bo wszak już żadnej nie mamy, prócz niego.
    Więc na słup dzieci, dalej suszcie głowy,
    By choć ten oręż zdobyć papierowy.

    I wy pytacie jeszcze z zadziwieniem,
    Skąd się spotyka u nas ze zwątpieniem.
    I z nieufnością, z przedwczesną niewiarą,
    W ludzi i myśli i czyny i rzeczy,
    Jaka nawiedza tylko głowę starą.
    Co się nurzała już w życiowej cieczy?
    Skąd? — ależ patrzcie! Co te szkolne żaki
    Te biedne, młode, niewinne chłopaki,