Strona:Ignacy Baliński - Do starego pokolenia.pdf/5

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    5

    I ojców straszny głos, co sił ostatek
    Wydobywali, żeby stłumić jęki
    Gdy z wszystkiem swojem brali pożegnanie,
    Na śmierć wychodząc, albo na wygnanie!
    Chcecie wy wiedzieć, dzisiejszej młodzieży
    Pierwsze wspomnienie, co w pamięci leży,
    To pierwsze mgliste, dziecinne wspomnienie
    Co się w umyśle jak przez sen majaczy?
    Izba kamienna, szara... to więzienie.
    Wewnątrz cień jakiś miga... co to znaczy?
    To ojciec! pragnie rozwalić więzienie.
    Patrzcie! jak bije w szalonej rozpaczy
    Pięściami, głową, piersią o kamienie,
    Uderza w ściany, chce by pękły ściany.
    Lecz ściany stoją, tylko głowa pęka...
    Tam znowu postać jakiejś zapłakanej
    Kobiety, łamie ręce, płacze, klęka...
    To matka! ona modli się do Boga.
    Modli się głośno, lecz za tym łoskotem
    Ach! czy jej modlitw jęk dochodzi Boga!...
    To pierwsze nasze wspomnienie. A potem?
    Potem zaległa wszystko ciemność sroga,
    Ciemność i cisza, jak na dnie mogiły.
    Ściany więzienia zwolna się zbliżyły,
    Że ledwie wewnątrz im powietrza stało.
    I jęły tłoczyć nasze młode ciało.
    Dusiły gardło, by wydusić mowę.
    Cisnęły serce, by wycisnąć wiarę.
    I tak kleszczami spięły naszą głowę
    Jakby z niej myśli chciały wziąć w ofiarę;
    I w takiej celi wzrastać nam kazano,
    Rozwijać umysł, co się ledwie budzi,
    Być zdrowym, rzeźkim, wyglądać rumiano,
    Uczyć się, mężnieć, wychodzić na ludzi
    I myślą śmiałą, lecz wierno-poddaną
    (O! bo inaczej myśl się darmo trudzi!)
    Rozpuszczać wodze młodzieńczym zapałom
    I palić świeczki szczęścia ideałom.
    Powiedzcie sami, czy to się wam żalić,
    Że się tym świeczkom jakoś nie chce palić?


    ∗                              ∗

    A potem przyszła szkoła: piękne słowo —
    Szkoła — o! szkołą była nam surową. —
    Kołem obsiedli nas, jak czarne kruki,
    Ci fałszowanej adepci nauki,