Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 03.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IV

NIEMA TAKIEGO, KTOBY GO ZABIŁ!


W cztery miesiące potem ufność don Marcelego doznała wielkiego wstrząśnienia. Juljan został raniony. Ale jednocześnie z tą żałosną nowiną senator przyniósł mu uspakające wiadomości, zaczerpnięte w Ministerjum Wojny. Sierżant Desnoyers został podporucznikiem; rana jego już się goiła i dzięki zabiegom senatora przyjedzie spędzić dwa tygodnie rekonwalesencji u rodziców.
— Dzielny chłopiec, kochany przyjacielu — zakończył dygnitarz. — Czytałem, co mówią o nim jego zwierzchnicy. Na czele swego plutonu zaatakował całą kompanję niemiecką, własną ręką zabił kapitana... Dali mu Medal Wojskowy, zrobiono go oficerem... Prawdziwy bohater.
A ojciec, płacząc ze wzruszenia, trząsł głową i wyrzucał sobie brak wiary w pierwszych chwilach po otrzymaniu wiadomości o tej ranie. Prawie że przypuszczał, iż syn jego może umrzeć. Co za niedorzeczność!...