Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 03.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


III

WOJNA


Don Marceli szedł, pnąc się pod górę, zalesioną okolicą.
Las przedstawiał opłakany widok. Umiejscowiła się w nim niema burza, nadając wszystkiemu nienaturalne, konwulsyjnie poskręcane kształty. Ani jedno drzewo nie stało prosto i nie zachowało dawnych, rozłożystych gałęzi. Kępy sosen podobne były do kolumn zrujnowanych świątyń. Niektórym brak było wierzchołków, inne przecięte były przez pół; z innych jeszcze sypały się dokoła pni cieniutkie drzazgi na podobieństwo połamanych wykałaczek.

Niszczycielska moc czepiła się stuletnich drzew: dębów, buków, modrzewi. Wielkie krzaki, wdeptane w ziemię, sprawiały wrażenie, jakgdyby przeszła po nich czereda olbrzymich drwali. Pnie pościnane były tuż przy ziemi, równo, gładko, jakby od jednego zamachu siekiery. Dokoła rozkopanych korzeni leżały w obfitości kamienia[1] wraz z nimi wydobyte na po-

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – kamienie.