Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 03.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Za plecami ojca i posługując się jego stosunkami, dokonał w ciągu paru dni tego przeobrażenia. Jako student Szkoły Centralnej mógł zostać podporucznikiem w artylerji rezerwy i prosił, by go posłano na front Kończyła się służba pomocnicza!... Za dwa dni jedzie na wojnę.
— Tyś to uczynił! wykrzyknęła Cziczi — Tyś to uczynił! Patrzyła na niego blada, z oczyma rozszerzonemi, które zdawały się pożerać go z zachwytu.
— Pójdź, mój mały!... Pójdź tutaj, słodki żołnierzyku... Winna ci coś jestem!
I wciągnęła go w boczną uliczkę. Wprawdzie była ona również uczęszczana jak główna aleja, ale co ją to obchodziło! Z uniesieniem zarzuciła mu ręce na szyję, ślepa i obojętna na wszystko, co nie było nim...
— Masz... masz!...
I wycisnęła mu na ustach dwa donośne, gwałtowne pocałunki.
Poczem, chwiejąc się na nogach, nagle omdlewająca, przyłożyła chusteczkę do oczu i zaczęła płakać rozpaczliwie.