Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 03.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dużo miejsca w jej myślach. Rozłąka posłużyła jej do uświadomienia sobie, że jest zakochana... Tyle czasu nie widziała swego „żołnierzyka z cukru“. I rodzina porzuciła hotelowe życie, by wrócić na Avenue Victor Hugo.
Paryż zwolna odzyskiwał dawny wygląd. Dwa miljony mieszkańców, którzy zostali spokojnie w domu, nie dając się owładnąć panice przyjęli wieść o zwycięstwie z pogodną powagą. Nikt nie wiedział dokładnie o przebiegu bitwy: usłyszeli o tem, gdy się już skończyła.
Pewnej wrześniowej niedzieli, paryżanie, używający przechadzki przedwieczornej, dowiedzieli się z dzienników o wielkiem triumfie sprzymierzonych i niebezpieczeństwie, jakie im groziło. Ludzie radowali się, lecz spokojnie. Sześć tygodni wojny zmieniło charakter hałaśliwego, wrażliwego Paryża.
Wracało jednak wszystko do normalnego życia. Ulice zapełniały się przechodniami, otwierały się sklepy. Mieszkańcy, przywyknąwszy do klasztornej ciszy swych domostw, słyszeli teraz ciągle, że ktoś się wyprowadza to pod nimi, to nad nimi.
Radość don Marcelego z powrotu rodziny zakłócała obecność donji Heleny. To wracały Niemcy; nieprzyjaciel po raz drugi pod jego dachem. Kiedyż wreszcie wyzwoli się z pod jej jarzma? Co do niej, milczała w obecności szwagra. Wypadki ostatnich czasów stropiły ją. Twarz jej miała wyraz zdumienia, jak gdyby była świadkiem zupełnego przewrotu najpierwotniejszych praw fizycznych. Nie mogła zrozumieć,