Strona:Ibanez - Czterech Jeźdźców Apokalipsy 03.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się temu Generał sprzeciwił. Wnet głos tego ostatniego wzniósł się ponad dźwiękami strun. Był to głos barytonowy nieco zgaszony, ale nawskroś przeniknięty namiętnością romansu, jaki śpiewał. Desnoyers nie mógł zrozumieć słów; ale łzy stanęły mu w oczach. Pomyślał o rodzinie, o niebezpieczeństwach i nieszczęściach, jakie go otaczały, o trudnościach powrotu i połączeniu się ze swoimi... Jakby pociągany muzyką zszedł zwolna na dół. Jaki to artysta ten człowiek, tak wyniosły i drwiący! Jakaż to dusza tkliwa!
Rozrzewniony przystanął na moście zamkowym. Jakiś podoficer oparł się tam również o poręcz, spoglądając na pływające po wodach rowu łabędzie. Był to młody doktór praw, pełniący przy Ekscellencji obowiązki sekretarza.
Przedstawiwszy się don Marcelemu opowiedział mu natychmiast swoje dzieje. Rozkaz mobilizacji zaskoczył go, jako profesora w prywatnem kolegjum i niemal w przeddzień ślubu, krzyżując mu wszystkie plany.
— Cóż to za klęska, łaskawy panie! Jaki przewrót na świecie!.. Ale to była rzecz do przewidzenia. Kapitalizm, przeklęty kapitalizm ponosi tego winę.
Podoficer był socjalistą. Nie taił swego udziału w czynach stronnictwa, do którego należał i które ściągnęły na niego prześladowania i wpłynęły ujemnie na jego karjerę. Ale teraz Cesarz uznawał Socjal-Demokrację i życzliwie odnosili się do niej najbardziej reakcyjni junkrzy. Wszyscy byli zjednoczeni. Deputowani stronnictwa tworzyli w Reichstagu najposłusz-